Natalia & Tomek – ślub plenerowy na Cyrli

To był dzień, na który czekaliśmy z niecierpliwością. Zdecydowanie. Gdy usłyszeliśmy pomysł o ślubie plenerowym, i to jeszcze w takim cudownym miejscu – Schronisku na Cyrli – od razu zaświeciły nam się oczka. Niecodziennie jest nam dane fotografować ceremonie na świeżym powietrzu, zwłaszcza w naszym polskim zmiennym klimacie. Pomysł Natalii i Tomka był świetny – wziąć ślub w cudownej scenerii i odpalić imprezę iście w stylu slow wedding. I udało im się to znakomicie. Pogoda dopisała (nam nie do końca – ale o tym za chwilę), ludzie w cudownych humorach, urzędniczka stanu cywilnego dotarła na miejsce bez problemu, a my mieliśmy uśmiechy na twarzach przez cały dzień.

Na miejscu byliśmy około godziny 12:00, a na parking przy Zamku w Rytrze przyjechał po nas tata Natalii, Pani Młodej. Nie lada przygodą było wyjechanie samochodem do schroniska na Cyrli. Trzęsło i gibało na prawo i lewo, ale dzięki umiejętnościom i opanowaniu kierowcy dotarliśmy bez żadnego problemu. Przyznamy, że gdyby nie ta propozycja, to pewnie szli byśmy na nogach sami, bo prawdopodobnie nie odważylibyśmy się dojechać tam na własną rękę! Na górze czekali już niektórzy goście, rodzice, oraz sama Para Młoda. Zaczęły się przygotowania pełną parą – strojenie pergoli, makijaże, fryzury… A fryzurę Natalii robił sam Tomek! Świetny pomysł by połączyć motyw przygotowań między narzeczonymi. Nadszedł czas na ceremonię – niektórzy z Was pewnie wiedzą, że cywilna ceremonia zaślubin jest naprawdę krótka. Wszystko dzieje się szybko i trzeba dobrze zorganizować czas na zdjęcia. Nie lada wyzwanie, zwłaszcza w pełnym czerwcowym słońcu. Udało się jednak wszystko sfotografować, więc zaczęła się impreza!

Mnóstwo swojskiego jedzenia, zapach ogniska, roześmiani ludzie, alkohol i piękna Para Młoda – przepis na udaną imprezę. Wszystko na luzie, bo przecież jesteśmy w schronisku i świętujemy na łonie natury! Biegaliśmy od jednej grupy ludzi do drugiej, fotografowaliśmy zza krzaków, drzew, łapaliśmy autentyczne momenty z oddali i z bliska. Wyszedł fantastyczny reportaż, którego skrótem chcemy się z Wami tutaj podzielić. Dzielimy pasję z cudownymi ludźmi i dla nich możemy fotografować wielkie wydarzenia w ich życiu. Coraz więcej mamy kompletnie różnych doświadczeń i to nas cieszy i motywuje do działania. Za każdym razem gdy wracamy do domu po takim reportażu jesteśmy nabuzowani energią i chcemy więcej i więcej nowych rzeczy. A jeśli chodzi o powroty… Sprawdzaliśmy pogodę. Naprawdę. Wahało się między „będzie ulewa jak nie wiem, uciekajcie” a „będzie super ciepły wieczór”. Niestety w drodze powrotnej trafiliśmy na to pierwsze. Ale to też było fantastyczne przeżycie – zdecydowaliśmy, że na parking z góry zejdziemy na piechotę. Co tam, że po ciemku – przecież idziemy we dwójkę i mamy latarki. Po 10 minutach drogi jednak uderzyło w nas oberwanie chmury i mega wiatr. Na samym dole byliśmy już przemoczeni do ostatniej suchej nitki. Na szczęście sprzęt zapakowaliśmy w wodoodporne folie i plecaki, więc wrócił bez szwanku. Przeżyć coś takiego wracając z wesela to dla jednych czarny scenariusz, a dla nas niesamowite przeżycie.

Nie przedłużając dłużej pozwolimy Wam przejrzeć reportaż. Jeśli Wam się podoba i chcecie zobaczyć więcej naszych prac, koniecznie obejrzyjcie portfolio na stronie i zaobserwujcie nasze social media – Instagram (tam dzieje się najwięcej!) oraz Facebook!